Wakacyjnie: Błędne Skały.

Świetny szlak. Jakieś 2,5 godziny z Kudowy, na początku asfalt a potem już klasyka: na początku piach, szyszki i gałęzie a potem kamienie i skały. A na górze bardzo fajny i robiący wrażenie labirynt skał, między którymi trzeba się przeciskać, momentami pochylając się aż do czołgania. Było momentami bardzo wąsko: trzeba było się przepychać bokiem, popychając najcenniejszy towar przed sobą. Było ciężko, była krew pot i łzy. No może bez krwi i łez. Najbardziej zmęczona była Marysia, która wyczuła moment i od razu po wyjściu z błędnych skał odpłynęła. Na szczęście znalazł się kawałek ławki by mała pospała a rodzice odpoczęli. Ogólnie było czasem ciężko ale ciekawie. A na koniec jakieś dwie godzinki innym zejściem do Kudowy.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Wakacyjnie: Szczeliniec Wielki.

Za oknem pada i chłodno więc pogoda troszkę pokrzyżowała nam szyki co pozwala tacie na napisanie paru słów. Zdecydowaliśmy się na podejście na Szczeliniec od Karłowa, szlakiem krótszym od tego z Pasterki ale zdecydowaliśmy, że pogoda jest niepewna i lepiej schodzić godzinę niż trzy w razie załamania pogody. Marysi podoba się bardzo podróżowanie na plecach taty, tacie również. CO prawda dla bezpieczeństwa dziecka trzeba robić przerwy gdy mała zasypia,- spanie w nosidełku nie jest dla malucha bezpieczne. A co do samego szlaku: podejście jest krótkie (godzina) i monotonne: cały czas po schodach. Jest to męczące bo trzeba cały czas uważać gdzie się stawia stopy i nie można za bardzo podziwiać widoków. Za to widok z góry rekompensuje monotonię podejścia. Widok ze skalnych tarasów przy schronisku jest niesamowity. A na górze przerwa na małe „co nieco” i zejście. Zejście jest już ciekawsze: prowadzi wąskimi przejściami pomiędzy skalnymi kominami, gdzie często nie dość, że trzeba zdejmować nosidełko i prowadzić przed sobą to dodatkowo czasem trzeba się prawie czołgać. Męczące ale ciekawe. Piękne widoki, fajne formacje skalne a na koniec niestety schody. Ale już bardzo krótko. Warto.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Wakacyjnie – ZOO Dvor Kralove

Pamiętników z wakacji część pierwsza choć nie będą ułożone chronologicznie. Wszak już złaziliśmy góry Stołowe a wypad do ZOO Safari był po to by dać odpocząć nogom. A pisanie postów na urlopie też jest dla taty formą wypoczynku, poza tym nie ma często na to czasu i siły po codziennej pracy. A Marysieńce warto zostawić coś do poczytania gdy już będzie mogła to samodzielnie robić. A więc ZOO w Dvor Kralove. Bardzo niedaleko od granicy, 40 km. od przejścia Kudowa – Słone. Parking darmowy, wstęp 195 koron. Samo ZOO jest o tyle oryginalne, że można wziąć udział w czymś na kształt foto safari. Wsiąść do safari trucka (60 koron) lub własnego auta i przejechać się krętymi dróżkami imitującymi afrykańską sawannę. A po drodze antylopy, zebry i inne zwierzaki, które dosłownie stoją na drodze i czasem trzeba je omijać. Wrażenie niezapomniane, szczególnie dla dzieciaków. Co prawda ZOO zastrzega sobie w regulaminie, że za straty spowodowane przez zwierzaki nie płaci, więc chętnych by wjechać własnym autem nie zauważyliśmy. Trasa safari jest dosyć kręta i długa, przejazd trwa ok. godziny. Nie wszystkie zwierzaki są puszczone luzem, drapieżniki znajdują się za bezpiecznym ogrodzeniem. I dobrze: to nie afryka, drzwi się zamyka, tzn. wszyscy raczej chcą wrócić z wycieczki w komplecie. A co poza safari? Klasyczne, średniej wielkości ZOO z pawilonem z akwariami, ptaszarnią, punktami gastronomicznymi oraz pomysłowymi miejscami typu „wodospad 3d” czyli namalowany na asfalcie obraz, który oglądany z konkretnego miejsca sprawia wrażenie trójwymiarowości. Bardzo sympatyczne miejsce, zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Aha, no i jeszcze ważna informacja dla zainteresowanych: jak w większości czeskich ogrodów zoologicznych, można tu wchodzić z psem, są nawet poidła z miskami. Strasznie sympatyczne.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Duchy dawnego miasta.

Od dłuższego czasu chodzi za mną pomysł by założyć bloga, na którym będę dokumentował wszelkie ślady niemieckiego Breslau. Chodzi mi o szyldy, reklamy,napisy, tabliczki, których wprawne oko jest w stanie jeszcze wiele wyłowić na murach wrocławskich kamienic. Z naciskiem na to co z czasem znika czyli reklamy naniesione farbą na budynki. Wszelkiego rodzaju reklamy browarów, szyldy sklepów, restauracji, oraz to co powstało w czasie wojny czyli strzałki informujące o zejściach do schronu. Dużą ilość zdjęć mam z resztą na dysku ale dużo zostało jeszcze do utrwalenia. bo z czasem zniknie pod nowym tynkiem, ociepleniem czy farbą graficiarza. Moim zdaniem warto to dokumentować, by pamiętać, że miasto miało także inną,jakże bogatą historię. Innych ludzi, inny język, inną kulturę. Po wojnie wszelkie ślady niemieckości niszczono, do tego stopnia, że niektórzy przesiedleńcy pomimo biedy niszczyli ślady po poprzednich właścicielach mieszkań. Wszelkie niemieckie napisy usuwano z ulic, do dziś dnia nie zachowała się żadna tablica z nazwą niemieckiej ulicy (oczywiście poza tym co posiadają kolekcjonerzy i muzea). Trudno się dziwić chęci wypalenia do korzeni śladów niemieckości po wojnie, tym bardziej warto zachować to co pozostało. Choćby na zdjęciach.

Problem jest tylko jeden ale za to poważny. Permanentny brak czasu.

Zdjęcia w galerii to efekt dzisiejszej dwugodzinnej wycieczki po starym mieście i Nadodrzu.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Noc Muzeów we Wrocławiu czyli paradoks.

Czasu mało więc wpis z dużym poślizgiem ale jest. Dla potomności, jak wszystko na tym blogu. A potomność coraz chętniej bierze udział w eskapadach rodziców. Z resztą nie ma za dużego wyboru. Ale do rzeczy. Jako, że potomność chodzi spać wcześnie, więc dla nas noc muzeów była raczej popołudniem. Niewiele dało się zobaczyć, muzea odwiedzone w zeszłym roku sobie odpuściliśmy a udało się odwiedzić: muzeum geologiczne, muzeum minerałów, Ossolineum oraz fort piechoty nr. 7 na Polanowicach. Tutaj już potomność się zbuntowała, wykrzyczała, że chce już spać, jeść i w ogóle ma dość. Cóż było robić. Trzeba było noc zakończyć przed zapadnięciem zmroku. Paradoks. Ale potomności się podobało. Rodzicom też.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Miasto otwarte na rzekę.

Wielokrotnie spacerując z moimi kobietkami nad Odrą zdałem sobie sprawę z ogromnej różnicy w podejściu do rzeki między Wrocławiem a Warszawą. Jako stosunkowo świeży „przesiedleniec” ze stolicy widzę zdecydowaną różnicę w wykorzystaniu rzeki przez włodarzy miasta oraz prywatne inicjatywy. Co prawda w stolicy od kilku lat odbudowuje się „białą flotę” ale myślę, że jest to jeszcze dziedzina do wykorzystania i sposób na zarobek dla osób przedsiębiorczych. Pływa co prawda statek wycieczkowy do Zegrza oraz tramwaj wodny na praski brzeg ale w porównaniu z Wrockiem to niewiele. Być może coś się zmieniło od momentu mojej przeprowadzki. Wracając do Wrocławia: jest tu wiele przystani białej floty, pływać można z przystani kardynalskiej do ZOO czy z przystani akademickiej wzdłuż starego miasta, dodatkowo istnieje wiele małych przystani gdzie można wynająć kajak, motorówkę czy rower wodny. Strasznie cieszy to, że miasto można zwiedzać nie tylko od strony lądu ale i rzeki. Odra naprawdę żyje.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Niesamowite ruiny w centrum miasta.

Podczas spaceru wrocławskim „trójkątem bermudzkim”, zaglądając do bram i podwórek udało nam się dotrzeć do niesamowitych ruin. Przy ul. Traugutta, w samym centrum miasta znajdują się będące obecnie w ruinie (stoją same ściany, sufit runął lub spłonął podczas działań wojennych) resztki kościoła. O tyle ciekawe, że zachowały się fragmenty witraży oraz zdobienia ścian wewnątrz. Jako, że byliśmy z Mysią, nie udało nam się wejść do środka, ale to co da się obejrzeć z zewnątrz i tak robi niesamowite wrażenie. Kilka kamienic dalej, na podwórzu znajdują się równie ciekaw budynki. Niesamowite zdobienia: rzeźby figur i końskich łbów oraz zegar który przestał pokazywać czas najprawdopodobniej w pierwszym kwartale 1945r. Serce boli, że takie piękne miejsca niszczeją i prawdopodobnie za kilka lat w ogóle się zawalą.

Z internetu wyczytałem, że budynki te to pozostałości po kompleksie ewangelickiego szpitala Bethanien oraz jego kaplicy. Dla wielu wrocławian to co opisuję to nic nowego, codziennie mijają je w drodze do pracy, dla mnie czyli „świeżaka” we Wrocku to odkrycia na miarę bursztynowej komnaty… Po prosu magia w centrum miasta.

1 komentarz

Filed under Uncategorized