Miasto 44. Wpis nietypowy czyli jestem zawiedziony.

To będzie wpis nietypowy bo bez galerii, ot taki tematyczny skok w bok.
Wybraliśmy się dzisiaj we trójkę (: na film, którego premiery długo wyczekiwałem, tym bardziej, że „Sala samobójców” Komasy bardzo mi się podobała.
Miałem ogromne oczekiwania, za duże by ten obraz je uniósł… I nie uniósł.
By nie zepsuć przyjemności z oglądania, nie zdradzę fabuły ale odniosę się do wydarzeń, które każda osoba zainteresowana Powstaniem doskonale zna, a które pojawiły się w filmie.
Na początek: w recenzjach jakie przeczytałem w sieci, autorzy zarzucali reżyserowi bezsensowne wmontowanie muzyki, która nie pasuje do czasu, w którym rozgrywają się wydarzenia.
Pełna zgoda ale… Czort z tą Stańczyk, Niemenem czy Skrillexem, to mogło by się nawet sprawdzić. Gdyby… Główny zarzut: w tym filmie nie ma emocji! Zupełnie! Obraz jest rwany, chaotyczny. Z wydarzenia, które miało tyle barw, od totalnej radości przez rezygnację, złość do negacji nie zostało nic. Od początku ucieczka. I jeszcze jedno: poza obroną w końcówce filmu brak jest tu wywołujących emocje scen batalistycznych, które pokazały by jak wyglądały walki w mieście, ich dramatyczny realizm. A tu mamy głównie sceny w kamienicach, myślę, że bez problemu można by z tego filmu zrobić sztukę teatralną. Straszna szkoda, bo pierwszy raz w historii naszej kinematografii scenografowie się popisali: gruzy to gruzy nie karton, ubrania są brudne, poszarpane, efekty specjalne na wysokim poziomie. Tylko co z tego, jeśli cała para poszła w gwizdek i wszystkie te środki artystyczne nie służą niczemu? Sceny w szpitalu powinny jeżyć włosy na skórze a przechodzą bez żadnych emocji. Pomimo zdarzeń, które oglądamy, w filmie jest absolutny brak dramatyzmu, brak grozy sytuacji, poczucia beznadziejności na końcu, radości na początku. O wiele więcej emocji budziły sceny z Powstania w „Pianiście”. Komasa myślę bardziej by się sprawdził w produkcji kameralnej nie batalistycznej. Brak jest dramatyzmu walk – ot, chociażby dwie próby ataku na dworzec Gdański, czy Okęcie, gdzie zginęła większość powstańców,doskonale zarysowały by proporcje sił w tym zrywie. Mały plusik za sceny z berlingowcami, szkoda, że w filmie wszystko dzieje się tak szybko, że niewiele pozostaje w pamięci. Powstanie obfitowało w tyle dramatycznych epizodów, że nic tylko brać pełnymi garściami… Ale takie prawo twórcy, że przedstawia wydarzenia, które chce, jak chce. A moje prawo do krytyki dzieła.
To słaba gra komputerowa nie film. I to gra dla stosunkowo młodych graczy, pomimo dużej ilości scen śmierci. Nawet scena, która nie miała prawa nie wywołać emocji czyli eksplozja na Podwalu nie wyzwala ich…
Świetna scenografia, przeciętna gra aktorska, zero emocji.
A dodatkowo, biorąc pod uwagę szkoły (starsze klasy – film od lat 15), które ruszą do kin, chciałbym wiedzieć jaką wiedzę o Powstaniu uczniowie wyniosą? Czy nie zadadzą czasem pytania: po co to w ogóle było jak od pierwszego dnia przegrywali? Taki obraz tego wielkiego zrywu jest przedstawiony w filmie.
Brak pozytywów, tego w filmie nie ma (np. zdobycie”PAST”y, Pantery na Woli, Chwata, Gęsiówki itd…).
W tym filmie w Powstaniu nie wydarzyło się nic pozytywnego, poza pierwszą parominutową sceną.
Wiedziałem, że film nie spełni nadziei, jakie w nim pokładałem bo były one ogromne ale on jest po prostu słaby. Płytki i… niedojrzały?
Ogromny zawód, choć i tak uważam, że film wart obejrzenia dla scenografii.
I niestety tylko dla niej.
Ale może po prostu jestem już za stary a film jest przeznaczony dla młodego widza.
Tylko co on z tego wyniesie…
Więcej nie napiszę, bo zdradziłbym za dużo fabuły ale jestem po prostu zawiedziony.
Żeby troszkę zdjąć tych czarnych barw z tej pseudo recenzji napiszę co mi się podobało.
Jak już napisałem: scenografia, kostiumy i efekty specjalne na wysokim poziomie. Poza tym epizod z berlingowcami, rekonstrukcja tętniącej życiem Marszałkowskiej na początku, to samo z wyglądem Podwala. Fajnie, że reżyser nie użył aktorów z opatrzonymi twarzami tylko sięgnął po „świeżaczków”, szkoda tylko że oni i one wszyscy jak jeden mąż piękni i przystojni, jak z żurnala wycięci…
No i miały być pozytywy a znów żółć wylałem…
Kończę więc ten marny komentarz do filmu.
Obejrzeć? Mimo wszystko warto. Ale moim zdaniem nie ma tu porównania z „Kanałem”, „Kolumbami” czy choćby „Pianistą”. Ot taki wyprany z emocji, perfekcyjnie zrealizowany teledysk.
Dobry film to moim zdaniem taki, który wywołuje emocje i pozostaje w pamięci na długie lata.
A ja już nie pamiętam połowy, fakt, że stary jestem a pod kątem sklerozy się nie badałem…

Reklamy

1 komentarz

Filed under Uncategorized

One response to “Miasto 44. Wpis nietypowy czyli jestem zawiedziony.

  1. Gosia

    Najlepszą i najszczerszą rekomendacją filmu było by wzruszenie i łzy w oczach mojego męża. Tak bardzo czekał na kolejna opowieść o tych 63 dniach walki. Jednak nawet nie zaszkliły mu się oczy a miłości do historii Warszawy ma po brzegi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s