Zakintos.

To miał być jeden z głównych gwoździ programu, czyli jedna z najbardziej wyczekiwanych atrakcji w Grecji. Co prawda wraz z Gosią nie jesteśmy zwolennikami byczenia się na plaży, ale te pocztówkowe zdjęcia z plaży wraku na Zakintos zawsze robiły na nas wrażenie i za wszelką cenę chcieliśmy skonfrontować fotki z folderów reklamowych z rzeczywistością. Ale po kolei. Najpierw z Psathopyrgos trzeba było dojechać do portu w Killini by tam zaokrętować się na prom a potem było już z górki. Godzinkę z hakiem trwała podróż promem z Peloponezu na wyspę Zakintos a tam nastąpiła przesiadka na statek wycieczkowy. Statek napchany turystami po brzegi ale udało nam się jakoś wcisnąć i znaleźć wolne miejsce. A potem przyszło zderzenie reklamówek z rzeczywistością i okazało się, że faktycznie woda dookoła wyspy jest tak jasno szafirowa jak na zdjęciach z folderów reklamowych. Wapienne dno daje wodzie tak bajeczną barwę. Opłynęliśmy całą wyspę dookoła, robiąc przystanki na kąpiele. Dwa razy przy grotach gdzie spragnieni kąpieli turyści skakali do wody bezpośrednio z burt, schodzili po trapie lub zjeżdżali plastikowymi zjeżdżalniami zainstalowanymi na rufie stateczku oraz na plaży wraku.

Dla mnie było to zadziwiające: statek nie dobił do plaży tylko zakotwiczył na głębokości kilku metrów przy skałach i kapitan jednostki dał wszystkim pół godziny czasu na pływanie. To było szaleństwo i w głowie miałem skojarzenia z desantem w Normandii z „Szeregowca Ryana”,- wszyscy pchali się i skakali by jak najszybciej znaleźć się w krystalicznie przejrzystej wodzie. My też skorzystaliśmy z tej możliwości ale przyznam, że czułem się nieswojo: woda o głębokości kilku metrów a tu ludzie skaczą z burt prawie sobie po głowach, dziwnie to wyglądało… W każdym razie wszyscy szczęśliwie wrócili na brzeg pod koniec dnia. Następnym a zarazem głównym punktem programu była kąpiel na plaży wraku. To już była bardziej klasyczna kąpiel: zejście ze statku na plażę a tam godzinka na smażenie i pływanie dla wszystkich. Natomiast sama plaża wraku robi wrażenie: zatoczka okolona z trzech stron stromymi skałami, a między skałami prawie śnieżnobiała plaża z wrakiem okrętu z wlewającą się na nią z jednej strony wodą o bajkowej barwie…

Wrażenie robi i to spore. Oczywiście był mały minus: nie byliśmy na plaży sami. Wyglądało to i tak o niebo lepiej niż w środku sezonu na plaży w Krynicy Morskiej czy na Helu ale ludzi było sporo. Potem jeszcze jeden przystanek na skoki ze statku i wieczorny powrót do portu w Zakintos. A dalej już było z górki: krótki spacer po miasteczku i powrót promem na Killini. Reasumując: obejrzeć, wykąpać się na plaży wraku zdecydowanie warto, pomimo tego, że tłumy turystów spore. Ale czego się nie robi dla bajkowych widoczków…

.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

One response to “Zakintos.

  1. Jadwinia

    Do pełni szczęścia brakowało tylko kolacji z owocami morza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s