Na Berlin!

Dawno mnie tu nie było. Obowiązki, obowiązki. Czas w końcu coś wrzucić.  A więc Berlin. Od zawsze chciałem zobaczyć to miasto tylko jakoś tak co roku bliżej była Praga… Ale straszliwie chciałem przejść się Unter den Linden, przemknąć pod bramą Brandenburską, pospacerować po Tiergarten… i w końcu się ziściło. Oczywiście samo się nie ziściło. Tu dzięki dla mojej Gosi bo to ona była mocą sprawczą tej wycieczki, i także wspaniała towarzyszką podróży. Ale do rzeczy: Berlin…. skojarzenia jakie miałem przed wyjazdem to… historia, historia i jeszcze raz historia….szczególnie ta stosunkowo świeża. A więc: kwatera główna nazistowskiej wierchuszki, dramatyczna obrona w 1945r. a potem wspaniały epizod miasta czyli most powietrzy. No i na sam koniec: „…mój dom murem podzielony, podzielone murem schody, po lewej stronie łazienka, po prawej…” czyli miasto betonową barierą na pół przekrojone. Wiedziałem oczywiście że na przestrzeni ostatnich 20 lat miasto przeobraziło się w ogromnym tempie, będąc w swoim czasie europejskim rezerwatem żurawi (wieżowych oczywiście). I wszystkie założone punkty programu zostały zrealizowane. A poza tymi wymienionymi powyżej były jeszcze: Alexanderplatz z pobliską górującą nad stolicą wieżą telewizyjną… tu dygresja: DDR uber alles! Gigantomania do kwadratu. Ale trzeba przyznać: wrażenie robi. Szkoda tylko że bilet na przejazd windą na górę kosztuje 10 ojro. Najdroższa winda w naszej Unii Europejskiej. Ale zaszczytne drugie miejsce mają nasze elewatory w pałacu kultury. PRL ponad wszystko! Ciekawy wniosek: po bloku wschodnim pozostały najdroższe windy w europie… Poza wieżą także wyspa muzeów, Berliner Dom, straszliwie klimatyczny Kreuzberg, poszukiwane podczas całej wizyty fragmenty muru, checkpoint Charlie czyli miejsce gdzie doszło do wydarzenia które mogło rozpocząć trzecią wojnę światową, pawilon terroru czyli nieśmiałe próby rozliczenia się Niemców z historią, a na sam koniec to na czym najbardziej mi zależało, lotnisko Tempelhof…, nie inaczej: na baczność, ruki pa szwam: LOTNISKO TEMPELHOF…, spocznij. A więc: lotnisko symbol, lotnisko pomnik, lotnisko monument. Bardzo chciałem je obejrzeć pomimo tego że od kilku lat jest wyłączone z ruchu lotniczego. Symbol niemieckiej przedwojennej architektury (wybudowane w 1924r.), symbol dramatycznej obrony miasta w 1945 roku a potem wspaniały epizod podczas blokady Berlina gdy bodajże co 3 minuty lądowały tzw. „rodzynkowe bombowce” dostarczające żywność i medykamenty do otoczonej stolicy. Ale nie tylko to. Dla nas Polaków to także lotnisko symbol. Nazwa naszych linii lotniczych LOT była w Berlinie tłumaczona za komuny jako: landing on Tempelhof. Ile porwanych samolotów naszego przewoźnika tu wylądowało do dziś nie wiadomo bo dane te były skrupulatnie utajniane. W każdym razie sporo. Ale do rzeczy: jakie wrażenie robi obecnie lotnisko? Ogromne! Przytłacza swą architekturą, wielkością, kubaturą. Mimo że jest nieczynne i zamknięte, nam udało się je obejrzeć. I to dokładnie, do podszewki podczas trzygodzinnej wycieczki. A widzieliśmy wszystko: kilkukondygnacyjne schrony podziemne ze śladami walk z 1945 roku ( to niesamowite: do tej pory pozostały tam poopalane ściany, powyginane stalowe framugi drzwi wysadzanych w powietrze przez krasnoarmiejców podczas walk o lotnisko, kotłownie ogrzewające ten ogromny kompleks, rysunki pozostawione na ścianach schronów przez obsługę naziemną podczas drugowojennych bombardowań, imponującą stylem i klimatem hale odlotów, pomieszczenia koszarowe armii amerykańskiej, ogromną halę do koszykówki na ostatnim piętrze lotniska gdzie jankesi umilali sobie czas, olbrzymią salę oczekiwań na odloty której nie wyremontowano od zakończenia drugiej wojny… i wiele, wiele więcej. Cały zespół budynków lotniska robi naprawdę ogromne wrażenie. Jest niesamowicie klimatyczny a ilość pomieszczeń… przewodnik twierdził że w budynek mógł pomieścić 3 tysiące żołnierzy. I to nie na baczność jeden obok drugiego ale zapewniał takiej ilości wojska miejsca noclegowe… coś niesamowitego. Gorąco polecam jak ktoś będzie miał okazję. A żeby tego wpisu za bardzo nie rozwlekać to przejdę do podsumowania: warto było to miasto odwiedzić, zobaczyć wszystkie te miejsca o których tyle się czytało, tyle tylko że… cóż, Berlin jest nowoczesnym miastem. To widać na każdym kroku. Wspaniały system komunikacji, piękna nowoczesna architektura (np. Potsdamerplatz), tyle tylko że z tej dawnej substancji miejskiej nie zostało wiele…. szczerze mówiąc bardzo niewiele, tyci. Jak ktoś się uprze to w jeden dzień przeleci wszystkie zabytki (wyłączając Poczdam, tam nie byłem). Ja wiem: wojna, oblężenie, potworne zniszczenia… Jak miałbym to miasto porównać do jakiejś innej stolicy europejskiej to była by to Warszawa. Może nie jest aż tak bardzo chaotyczny architektonicznie, nowe budynki stawiane są z większym smakiem ale jednak. Po zabytki to do Pragi, Budapesztu, Wiednia czy Rzymu. Tutaj możemy zobaczyć wspaniałą ale jednak nowoczesną architekturę. No i oczywiście napić się dobrego piwa czy kawy i zagryźć niezłym kebabem. Efekty moich fascynacji na zdjęciach.

Advertisements

1 komentarz

Filed under Uncategorized

One response to “Na Berlin!

  1. Jadwinia

    Największa Berlińska magia to to, że mogłam doświadczyć tego miast z Tobą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s