Węgry. Kraina papryki i wina.

To pierwsza z tegorocznych wakacyjnych wypraw które udało się zrealizować. A więc Węgry. Pierwszy raz u naszych bratanków od szabli i szklanki. Szabli na szczęście nie posmakowałem ale za to szklanki owszem. Ale do rzeczy. Niestety wyjazd był bardzo krótki i nie za wiele się dało zobaczyć więc w zasadzie zdjęcia są tylko z Budapesztu i Szentendre. Budapeszt: wiele na temat tego miasta słyszałem, sporo przeczytałem ale jadąc tam byłem przekonany że nie przebije urokiem mojej ukochanej Pragi. Czy się myliłem? Odpowiedź nie będzie prosta. Miasto jest piękne, jeśli chodzi o zabytki i szeroko pojęty klimat to moim skromnym zdaniem dorównuje stolicy Czech. Piękne budynki, zadbane czyste ulice a i ludzie życzliwi i przyjaźni. To co mnie zdziwiło to brak tabunów turystów na ulicach. Nawet w największych atrakcjach miasta opisanych w każdym wydanym przewodniku nie ma głośnego, niepozwalającego zatrzymać sie na chwilę tabunu wycieczek wszelkiej maści. Jest tu mniej więcej tak jak w Pradze ok. 10 lat temu przed wejściem na rynek tanich linii lotniczych.  Byłem tym nieco zdziwiony. Następnym powodem mojego zdziwienia była konsekwencja z jaką traktuje się tu tradycję. Od momentu zbudowania parlamentu żaden nowo wybudowany budynek na Węgrzech nie może być wyższy od wyżej wymienionego. I nie jest. Niesamowite. Poza tym każdy nowy budynek  Budapeszcie pięknie wkomponowuje się w istniejącą zabudowę. Gdy porównamy to z Warszawą (ja wiem, nie powinienem: druga wojna, zniszczenia, itd., itp.) to widać tu niesamowitą harmonię i smak. Nie to co w Warszawie: przedwojenna kamienica a obok ni przypiął ni przyłatał strzelisty gmachze stali i szkła w kolorach tęczy. Cóż, tylko pozazdrościć szacunku dla historii i smaku… A co do smaku: kuchnia madziarska jest dokładnie taka jak o niej mówią: wspaniała. W stu procentach wpisuje się w mój gust. Mięsna, ostra a na dodatek dania wyglądają smakowicie. O niezłych i tanich winach nie wypada pisać bo to truizm. Ale wracając na Ziemię: zdziwiło mnie to że Budapeszt jest biedniejszy od Warszawy. To widać na ulicach. Po samochodach, ubraniach ludzi, starych, rozklekotanych Ikarusach. Ja wiem że Węgry borykały się z kryzysem ale mimo wszystko patrząc na urodę miasta, zadbane czyste budynki i ulice, rzuca się to w oczy. Co zaś do drugiego miasteczka,- Szentendre, to wrażenia miałem juz bardziej mieszane. Niewątpliwie malownicza  miejscowość z urokliwymi kamieniczkami, wąskimi uliczkami (wg. słów przewodniczki to miejsce wypoczynku mieszkańców Budapesztu ale z powodów które wymienię za chwilę jakoś w to wątpię), ale na mnie zrobiło raczej marne wrażenie. To raczej miejsce gdzie zarabia się na turystach: setki malutkich sklepików z madziarskimi specjałami: winem, papryką w każdej postaci, pasztetem z gęsi i pamiątkami wszelkiego sortu. To takie mini Zakopane w pigułce: polskie kierpce, chińskie ciupagi i plastikowa tandeta, tylko w lokalnej wersji. Poza tym sporo turystów. Reasumując: miasteczko piękne ale jego urok zadeptywany jest przez pędzące, robiące zakupy, głośne tłumy turystów (żeby być sprawiedliwym: głównie naszych rodaków). Zobaczyć można ale raczej nastawiając się na zakupy a nie spokoje zwiedzanie.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

One response to “Węgry. Kraina papryki i wina.

  1. Jadwinia

    I jeszcze jeden pominięty a jakże ważny element miasta Aquinkum – ruiny miasta rzymskiego. Na wyciągnięcie ręki i pod palcami można było mieć imperium.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s