Linke Hofmann Werke, czyli „Pafawag” czyli wspaniałości dla maniaków dawnej infrastruktury przemysłowej.

Dzisiaj galeria spora, spora ponieważ obiekt fotografowany jest ogromny. W okresie międzywojennym był to największy zakład przemysłowy w Breslau. Mowa oczywiście o fabryce pociągów Linke Hofmann Werke, po wojnie przemianowanej na Państwową Fabrykę Wagonów „Pafawag”, a obecnie w części hal produkcyjnych wagony tworzy firma „Bombardier”. Pozytywne jest to, że obiekt choć częściowo służy do tego, do czego służył w XIX w. Historia zakładów jest bardzo bogata, same zakłady powstały w tym miejscu w 1832r., produkowały parowozy, wagony oraz tramwaje a podczas drugiej wojny światowej przestawiły się na produkcję wojenną: produkowano tutaj pociągi pancerne oraz między innymi elementy rakiet V2. Dla ciekawskich odsyłacz do bardzo wartościowego bloga, na którym historia zakładów jest bardzo dokładnie opisana.

http://wroclawzwyboru.blox.pl/2008/07/Linke-Hofmann-Werke-AG-czyli-od-pucybuta-do.html

Co zostało do dnia dzisiejszego? Bardzo wiele. Poza zakładami „Bombardiera” w budynkach należących do fabryki siedzibę mają małe zakłady przemysłowe, magazyny, hurtownie a w części biurowej fabryki siedzibę ma kilka wrocławskich prywatnych szkół wyższych. Teren dawnych zakładów jest ogromny i niestety spora część budynków niszczeje opuszczona. Kilka dawnych hal fabrycznych wraz z zabytkową wieżą ciśnień została skazana na niechybne zawalenie. Udało mi się obiektywem zajrzeć do jednej z takich rozpadających się hal i widok jest opłakany. Wielka szkoda. Miejsce niesamowicie klimatyczne, z ogromnie bogatą historią, które myślę, że na przestrzeni kilku lat zacznie znikać. Już dzisiaj widać, że część mniejszych budynków została zrównana z ziemią. Cóż pozostaje? Oglądać póki stoją i uwieczniać to co jeszcze da się uwiecznić. Galeria jest spora ale i dawne zakłady były (i są) ogromne.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Leśnica czyli „śmierć faszystom”.

Dzisiaj jest to jedno z osiedli na obrzeżach Wrocławia ale jeszcze 70 lat temu było to odrębne miasteczko, Dziś jest to część miasta z przepiękną architekturą, znakomicie odrestaurowanym zamkiem i wieloma śladami historii na murach. Najciekawszym moim zdaniem śladem jest napis w języku rosyjskim umieszczony na froncie jednej z zabytkowych kamienic. Nie jest całkowicie czytelny ale słowa „śmierć faszystom” da się odczytać. Z pewnością pochodzi on z okresu oblężenia Festung Breslau a jest o tyle nietypowy, że propagandowych zwrotów w języku rosyjskim jak do tej pory nie udało mi się w innym miejscu we Wrocławiu zobaczyć. Poza tym w galerii obowiązkowa porcja śladów po niemieckich szyldach sklepowych i reklamach oraz piękna architektura (szczególnie budynek poczty robi ogromne wrażenie). Spacer bardzo udany, słoneczko świeciło a dziewczyny zadowolone.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Zabytkowa architektura przemysłowa czyli upadła fabryka makaronów Malma.

Przepiękny obiekt, będący przed wojną młynem a po wojnie jego losy były różne. Najpierw mieścił się tu młyn „Różanka” a potem fabryka makaronów „Malma”, później przemianowany na „Danuta”. „Malma” była znanym producentem makaronów w latach 90-tych, po czym po kupnie przez włoską firmę upadła. A co pozostało? Przepiękne budynki fabryczne z okoliczną infrastrukturą kolejową. Bocznice, rampy i zwrotnice, w tej chwili położone już poza ogrodzeniem budynku. Ciekawostką jest znajdujący się przy wejściu do obiektu jednoosobowy bunkier strażniczy. Całość w całkiem dobrym stanie a z lektury netu można dowiedzieć się, że firma, która zakupiła od syndyka spółki budynki, planuje w fabryce zrobić lofty.  Jeśli tak to moim zdaniem bardzo dobrze, bo to chyba najlepszy pomysł na tego typu obiekty.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Nadodrze część następna czyli detale.

W tym wpisie skupiłem się na detalach. Ale z góry uprzedzę: za punkt honoru obrałem sobie poszukiwanie strzałek na budynkach, będących oznaczeniami wejść do LSR-ów czyli schronów przeciwlotniczych mieszczących się w piwnicach budynków. Takie małe, niegroźne zboczenie. Schrony urządzano doraźnie, burząc niektóre ścianki piwniczne i opróżniając wnętrza. Obecnie mieszczą się tam piwnice lokatorskie lub składy opału ale strzałki na szczęście ocalały. Szczególnie w miejscach zacienionych, gdzie nie miały szansy wyblaknąć. We Wrocławiu a szczególnie na Nadodrzu jest ich mnóstwo a ja kiedyś pomyślałem, że warto je skatalogować, bo z czasem na pewno będą znikać ale z braku czasu niestety pozostaje mi tylko fotografowanie. Dla ciekawskich: największe ich zagłębie jest na ulicy Siemieńskiego, ja naliczyłem kilkanaście. Co poza tym w galerii? Ulica Kleczkowska z monumentalnym kompleksem więziennym i pobliskim szpitalem psychiatrycznym na ul. Kraszewskiego, brama do portu miejskiego, którego niestety nie da się odwiedzić a gdyby nawet to jest tam zakaz fotografowania. Ciekawe czemu? Na terenie portu znajduje się kilka zabytkowych budynków portowych, które warto byłoby sfotografować. Może kiedyś? Przy wejściu do portu znajduje się klimatyczna kamieniczka z czerwonej cegły z pięknym zegarem. Gdzie pchaliśmy wózek dalej? Ulicą Pomorską pod estakadą kolejową, na wysokości dworca Nadodrze weszliśmy w ul. Ołbińską gdzie mieści się piękny zabytkowy budynek straży pożarnej oraz jeden z wrocławskich bunkrów naziemnych. Tutaj także pełno strzałek. następnie ulica Kręta i już jesteśmy przy zajezdni przy Słowiańskiej, na sam koniec kilka obrazków z wzgórza słowiańskiego czyli jednej z kilku górek gruzu, które obecnie pełnią funkcję deptaków. W galerii także troszkę detali zniszczonych budynków, ukazujących jak piękne były te zrujnowane kamienice.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Nadodrze czyli kwintesencja historycznego miasta.

To już kolejny wpis o Nadodrzu i co najważniejsze na pewno nie ostatni. Tu się kryje historyczna dusza miasta, tu mury są nasiąknięte historią, tynk zniszczony dymem wypalonych budynków, odłamkami sowieckich bomb…
Ale od początku.
To jak już pisałem część Wrocławia z największą ilością kamienic i budynków użyteczności publicznej, które przetrwały wojnę. Uczta dla miłośnika śladów historii ale jednocześnie udręka dla mieszkańców.
Wrocław jest ósmą aglomeracją miejską w Europie pod kątem zanieczyszczenia powietrza. Spaliny? Jak najbardziej. Położenie geograficzne? Także. Ale przede wszystkim jeden szokujący fakt: na Nadodrzu ponad połowa budynków ocieplana jest węglem lub drewnem. I to czuć w powietrzu, szczególnie w sezonie grzewczym. Powietrze jest wyczuwalnie śmierdzące. W ogromnej części mieszkań znajdują się piece kaflowe a w całkiem sporej liczbie budynków toalety są na korytarzu (jak w „Kiepskich”, ale to truizm, wszak na początku serial był kręcony w jednej z wrocławskich kamienic, by po kilku latach przenieść się do studia). Tutaj przyjeżdżają ekipy z całego świata (ostatnio Spielberg) by kręcić filmy w naturalnej scenerii oddającej miasto po zniszczeniach drugiej wojny światowej. Czy to powód do chwały? Fajnie jest gościć Spielberga czy Hanksa ale to raczej powód do wstydu dla włodarzy miasta moim zdaniem… Miasto z resztą próbuje Nadodrze zmieniać i poddać rewitalizacji: część kamienic jest odnowiona, za bardzo małe pieniądze można wynająć lokale użytkowe na galerie sztuki czy też pracownie, coś się dzieje ale na pewno nie w tempie w jakim powinno się dziać. Tworzy się tu także pewne rzeczy oddolnie: organizowane są choćby noce Nadodrza czy imprezy kulinarne na świeżym powietrzu.
Ale jedno trzeba Nadodrzu oddać: tak malowniczych miejsc nie ma nigdzie we Wrocławiu.
Najwięcej śladów niemieckich szyldów, reklam, tabliczek, strzałek oznaczających przeciwlotnicze schrony piwniczne, samodzielnych schronów p-lot, przepiękne choć niesamowicie zniszczone kamienice… Cóż jeszcze jest na Nadodrzu? Górująca nad miastem elektrownia, przepiękna zabytkowa zajezdnia tramwajowa, więzienie na Kleczkowskiej, niedostępny dla postronnych port miejski, przepiękny dworzec, ruiny starej gazowni, z okolic której startowały zeppeliny i dużo dużo więcej… Niesamowicie ciekawa część miasta.
A co w galerii? Najchętniej opisałbym oddzielnie każde zdjęcie ale z braku czasu po prostu wrzucę galerię i pokrótce opiszę miejsca odwiedzone i sfotografowane: pl Staszica z przepięknymi ale zaniedbanymi kamienicami dookoła, pl. Strzelecki z pomnikiem Sybiraków, ślady niemieckich reklam w różnym stanie, księżycowy krajobraz ulic Ptasiej i Kurkowej z kamienicą, która była już aktorką tylu filmów, a z resztą w tym miejscu stop, będzie o kamienicy. To ta najbardziej zniszczona, wypalona, bez okien. Była już aktorką w wielu filmach, w tej chwili miasto chce ją sprzedać. Ją a raczej plac po niej bo przeznaczona jest do rozbiórki. Z tą kamienicą związana jest z resztą historia mojej rodziny. Moja żona w niej się wychowała i z ogromnym sentymentem wspomina lata tam spędzone. Po wielkiej powodzi władze miasta stwierdziły, że kamienicy nie warto już remontować i stopniowo wysiedlono z niej mieszkańców. Jest w opłakanym stanie ale zdjęcia uświadamiają jak była piękna w latach swojej świetności. Ostatnio grała w kręconym w zeszłym miesiącu „St. James Place” Spielberga.
Następne w galerii: pl. św. Macieja oraz ul. Łokietka. Na samym końcu dworzec Nadodrze oraz wejścia do schronów przy dworcu. Podczas zdjęć padał deszcz, co miało i swoje plusy bo uwidoczniło stare niemieckie napisy wyłażące spod tynku.
Zapraszam do galerii i od razu zapowiadam, że następny wpis będzie kontynuacją wycieczki.
P.S. – Marysi pomimo chłodu i deszczu wycieczka się podobała. Spała cały czas.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Święto niepodległości we Wrocławiu.

W Warszawie było jak co roku. Bydło rzucało kamieniami, znakami drogowymi, koktajlami Mołotowa i mięsem. Nienawiść, agresja i zniszczone ulice. Komentować mi się nie chce bo i po co… Za to dla przeciwwagi wrzucam galerię z obchodów we Wrocławiu – radosnych, z uśmiechem i w spokoju. Można? Można. Co prawda we Wrocku też był przemarsz prawdziwych „patriotów” ale zdecydowanie bardziej pokojowy. Więc jako odtrutka na telewizyjne obrazki z walczącej stolicy, pogodna galeria.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Kompletnie nie na temat czyli niekończąca się rzeka.

Ano właśnie. Ostatnio coraz częściej piszę nie na temat.
Ale do rzeczy. Gdy dowiedziałem się, że „floidzi” po latach wydają nową płytę to pierwszą reakcją był brak wiary. Drugą natychmiastowa kwerenda w sieci i poszukiwania jakichkolwiek informacji. A więc: są to ściachy studyjne pozostałe po „The division bell”, materiał w pełni instrumentalny, panowie Gilmour i Mason robią skok na kasę i wydają zmielone podroby, przecież cokolwiek z napisem Pink Floyd fani kupią za każde pieniądze itd…
Nawet przed premierą (dzisiaj), przeczytałem recenzje, które pisali ci, którzy posiadali krążek wcześniej.
No i zrobiło się nie za wesoło… Recenzje miażdżące: nuda, bezsens, 18 krótkich namiastek utworów, płyta krótka itd…

No i dzisiaj drżącymi łapkami odpakowałem płytkę, wsadziłem do odtwarzacza i wraz z moimi kobietkami przy dobrym winie (ja), karmi (żona) i naturalnym wytworze małżonki (Marysia) zacząłem wsłuchiwać się w dźwięki.
No i cóż… Na początek konfrontacja z głosami krytycznymi: płyta pocięta bez sensu na 18 króciutkich utworów – prawda ale nic z niej nie wynika. Po prostu panowie w studio tak sobie wymyślili i tyle. Mogło by ich być 6 albo 106, to bez znaczenia, bo łączą się w spiętą jedyną w swoim rodzaju gitarą Gilmoura w całość. Tak sobie wymyślili. Dziwne to ale w niczym nie przeszkadza. Przeszkadzać może tym, którzy odtwarzają w jakimś odtwarzaczu na kompie, który robi przerwy między utworami, to może być wkurzające i rozpraszające, fakt. Zarzut drugi: ściachy, odrzuty, śmieci. I tak i nie. Bo jak już napisałem wcześniej, te ściachy są w elegancki i klimatyczny sposób połączone ze sobą i wszystko tu gra i pasuje. No i mówiąc szczerze jeśli to są ściachy to ciekawy jestem jak by brzmiały gdyby panowie dopieścili je i rozwinęli podczas sesji do Division Bell, to byłaby dopiero uczta. Poza tym jakościowo ściachy „floidów” to i tak wspaniałe i nastrojowe utwory… Fakt, można było je bardziej rozwinąć, napisać teksty, dograć wokale itd… Ale i tak jest naprawdę dobrze.
Zarzut kolejny: nuda. Cóż, to zależy czego się kto spodziewał. Ja nie oczekiwałem na Dark side of the moon czy the wall, nie oczekiwałem diamentów typu High Hopes…

I już nie odnosząc się do recenzji. Jak się po prostu tego słucha? Niesamowicie przyjemnie. Wpaniałe, klimatyczne, nastrojowe, flojdowskie dźwięki. To po prostu piękne instrumentalne słuchowisko (no nie do końca instrumentalne bo pojawiają się chórki, zsamplowane głosy oraz na koniec jedna pełnoprawna piosenka z wokalem). Skojarzenia? To jakby przejażdżka po wielu poprzednich płytach: są utwory klimatem przypominające Dark side of the moon, Division Bell, Wish you were here… Wszystko spięte flojdowskimi klawiszami i magiczną gitarką Gilmoura. Wspaniała płyta. Piękne pożegnanie legendy, bo to ostatnia płyta wydana pod tą nazwą.
Minusy? Jest krótko. Pięćdziesiąt kilka minut to nie jest wynik który mnie satysfakcjonuje. Taki wspaniały dwudaniowy obiad w klimatycznej knajpce, ale w połowie drugiego dania kelner wyszarpuje talerz i płać człowieku…
Jest niedosyt. I to jedyny zarzut.

A jednym zdaniem? Miałem pomysł by płyta spełniła funkcję kołysanki dla Marysi. I co? Śpi jak suseł.
Polecam.

I mała próbka na koniec:

pink_floyd_772728b

1 komentarz

Filed under Uncategorized