Kudowa Zdrój czyli „zagranica”.

Jakiś czas temu czytałem fajny felieton Marcina Mellera dotyczy postrzegania przekraczania granicy państwa przez osoby urodzone w latach 70-tych i wcześniejszych i wchodzących w dorosłość przed momentem wejścia przez Polskę do strefy Schengen. W dużym skrócie,- autor twierdzi, że osoby, które dorastały w czasach komuny i tym okresie przejściowym pomiędzy rokiem 1989 a wejściem do Schengen, każde przekroczenie granicy przeżywają jako moment zgoła magiczny. Późniejsze pokolenia nie pamiętają reglamentacji paszportów, braku przewoźników i innych trudności jakie trzeba było przezwyciężyć by minąć biało-czerwony szlaban. I bardzo dobrze, niech żyją bez tego wspomnienia. Za to ja, jak przekraczam granicę państwa, choćby to było jak w tym przypadku przejście 30 metrów do knajpy po czeskiej stronie, zawsze odczuwam dreszczyk ekscytacji i dotknięcie nieznanego. To miłe uczucie, cały czas odczuwalne pomimo tego, że człowiek już bywał parę tysięcy kilometrów od ojczyzny.

Ale nie o tym miało być przecież…

A więc Kudowa Zdrój. Typowa miejscowość uzdrowiskowa na Dolnym Śląsku, leżąca na granicy z Czechami, u stóp gór Stołowych, będąca doskonałym miejscem wypadowym na Szczeliniec czy Błędne Skały ale także na czeską stronę: do Adrspachu czy Hradca Kralove. I właśnie jako taki punkt startowy sprawdza się znakomicie: na Błędne Skały jest z Kudowy Piechotką 2,5 godziny, pod Szczeliniec samochodem jakieś 20 minut, do miejscowości Mala Cermna w Czechach jakieś 10 sekund od drogi. Miasteczko ma typowo uzdrowiskowy charakter. Elegancko poubierani kuracjusze odpoczywają w parku zdrojowym, turyści „plecakowi” zaopatrują się tu przed wyjściem na szlak a miejscowi na nich wszystkich zarabiają. I wszyscy są szczęśliwi. Kilka niezłych knajpek, zabytkowy dom zdrojowy, aquapark a z atrakcji turystycznych szlak ginących zawodów oraz kaplica czaszek w Czermnej. A 5 kilometrów dalej, za przejściem granicznym w Słonem, klimatyczne miasteczko Nachod i szlaki wiodące po górach, w tym po obiektach militarnych linii Masaryka. A to tygryski lubią najbardziej. Z resztą małe tygrysiątka także, bo Marysi bunkry bardzo się podobały.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Zamek Książ czyli latające spodki Hitlera.

Tytuł dałem świadomie prowokujący i żartobliwy. Ile to się człowiek nie naczytał książek Igora Witkowskiego, ilu nie naoglądał programów Bogusława Wołoszańskiego… Ten pierwszy twierdził, że na Dolnym Śląsku w obiektach kompleksu „Riese”, którego częścią są instalacje i tunele pod zamkiem, projektowano i produkowano „wunderwaffe” Hitlera, czyli latające spodki różnej maści, ten drugi twierdził, że w zamku miała się mieścić kolejna kwatera wodza naczelnego. Ostatnie badania i publikacje wysnuwają teorię, która jest w moim poczuciu najbliższa prawdy: że w obiektach w górach Sowich, w Ludwikowicach Kłodzkich, Szczawnie-Zdroju, Wałbrzychu, Kamiennej Górze no i właśnie w Książu znajdowały się (lub miały się znajdować, bo w większości obiektów prac nie dokończono), fabryki produkujące elementy i podzespoły do samolotów. Tylko tyle i aż tyle bo tuneli i pomieszczeń we wszystkich tych pomieszczeń jest mnóstwo. Inna sprawa, że najprawdopodobniej w zasypanych sztolniach Dolnego Śląska znajduje się jeszcze sporo dokumentów i dóbr kultury ale to już inna bajka…

A wracając do samego Książa: fajnie było skonfrontować swoje wyobrażenia i obrazki z programów telewizyjnych z rzeczywistością. Zamek robi ogromne wrażenie, jest trzeci w Polsce pod względem kubatury po Malborku i Wawelu. Położony jest na skale, poprzecinanej korytarzami i sztolniami, których do tej pory nie udało się zeksplorować (badania przeprowadzone georadarem wykazały, że pod zamkiem znajdują się puste przestrzenie, które nie istnieją na żadnych planach). Robi ogromne wrażenie, bo jego skrzydła były budowane w różnych epokach historycznych i są w różnym stanie technicznym. Dodatkowo naziści przeryli go kompletnie drążąc szyby pod mające powstać windy oraz ogromne klatki schodowe, które nigdy nie zostały dokończone. Nam poza samymi komnatami zamkowymi udało się odwiedzić wydrążony 15 metrów pod zamkiem przez Niemców tunel z zawaliskiem na końcu i oraz odchodzący od tunelu okrągły szyb z otworami przygotowanymi na montaż schodów. Więcej pomieszczeń pod zamkiem zwiedzić oficjalnie i legalnie nie można.

Co prawda około 40 metrów niżej znajdują się o wiele większe pomieszczenia ale są one nieosiągalne dla turystów, bo zajęte są przez bardzo czułą aparaturę sejsmologiczną Polskiej Akademii Nauk.

Jeśli ktoś nie był to zdecydowanie warto zwiedzić bo jest to niesamowite osiągnięcie ludzkiej myśli architektonicznej, z ogromnymi, do dziś nierozwiązanymi tajemnicami. W galerii także kilka zdjęć ze Szczawna-Zdrój oraz malowniczy obrazek znad zalewu Mietkowskiego, z masywem Ślęży w tle.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Wrocławski „trójkąt bermudzki”.

Każde miasto ma swoją czarną dziurę. Miejsce z którego spacerując nocą, można już nie wyjść. Warszawa ma swoją Szmulowiznę z przyległościami, zaś we Wrocławiu takim rejonem jest tzw. „trójkąt bermudzki” czyli teren, którego granice wyznaczają ulice: Traugutta, Pułaskiego oraz Kościuszki. Wspaniałe kamienice najczęściej w opłakanym stanie, lokalsi wyglądający z zatęchłych bram i tego rodzaju klimaty. Co prawda pojawiają się nowe, grodzone budynki ale lokalny koloryt trzyma się mocno. Najlepszym na to przykładem jest to, że spacerując dziś po tym rejonie, byliśmy świadkami zuchwałej kradzieży zgrzewki kawy z marketu Aldi. Taki tutaj klimat. Na szczęście chęć eksploracji jest u nas większa od obaw więc ostrożnie zagłębialiśmy się w bramy i podwórka. Rejon ten posiada ogromną ilość nienaruszonych działaniami wojennymi kamienic więc często jest miejscem kręcenia filmów, ostatnio na ul. Mierniczej (oraz położonej na Ołbinie Kurkowej), kręcono zdjęcia do najnowszej produkcji Spielberga „Most szpiegów”, którego premiera będzie na jesieni. No i tutaj pojawia się stały element moich wszystkich wpisów, czyli poszukiwania niemieckich napisów. A tego jest tutaj mnóstwo. Niestety zdecydowana większość w bardzo kiepskim stanie. Trzeba się mocno wpatrywać by je wypatrzeć. Znaleźć tu także można ślady niszczenia niemieckości, czyli ściany, z których usuwano niemieckie napisy skuwając tynk. Galeria dziś obszerna bo żal mi było kasować zdjęcia napisów, które mogą zniknąć podczas restaurowania (bądź wyburzania) budynków.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Strefa militarna Gostyń 2015 czyli raj dla chłopców w każdym wieku.

To była impreza dla chłopców w każdym wieku. Ale za to jaka! Od lat 2 do 102. Nie spodziewałem się takiej ilości sprzętu pancernego. Wymieniając z grubsza tylko ciekawsze, jeżdżące pojazdy: Marder, Hetzer, Pantera, Stuart, Sherman, IS-2, „teciak”, M-60, sdkfz-251 w dwóch wersjach, Rosomaki, do tego na wystawie statycznej pzkpfw I, 7 TP, t-72 a dookoła tego wszystkiego krążyły: trumph, zundapp, oraz wiele innych motorów. Znakomita impreza, prawie setka grup rekonstrukcyjnych z okresu od wieku XVI do lat współczesnych. Z moim zdaniem tematycznie ciekawszych i oryginalnych: Armia Radziecka z okresu inwazji na Afganistan wraz z oponentami Mudżahedinami, brytyjczycy z UNPROFORu z czasów konfliktu w Jugosławii, republikanie z hiszpańskiej wojny domowej. Wrażenie robiły także dioramy przygotowane przez grupy rekonstrukcyjne. Rozmach i serducho wsadzone w przygotowanie – to dało się odczuć. Widać, że ludzie ci wkładają w swoje hobby każdą wolną złotówkę  i masę energii. Co było najfajniejsze? Rekonstrukcje. Nam było dane obejrzeć trzy: wojnę kontynuacyjną czyli starcie Finów z Armią radziecką, epizod z wojny wietnamskiej oraz bitwę pod Budziszynem w 1945r. Dwie z tych rekonstrukcji zrobiły na mnie największe wrażenie: walka armii amerykańskiej z partyzantami z północnego Wietnamu oraz Budziszyn. W pierwszej z nich porażał rozmach rekonstrukcji: oprócz sprzętu ciężkiego był dodający klimatu śmigłowiec unoszący się nad polem walki (co z tego, że Robinson a nie Huey) oraz pirotechnika: zrzut napalmu oraz bombardowanie. Oczywiście nie z realnego samolotu ale i tak robiły wrażenie. Natomiast rekonstrukcja bitwy pod Budziszynem robiła wrażenie swym rozmachem: takiej ilości sprzętu ciężkiego z epoki jeszcze nie widziałem podczas żadnej rekonstrukcji. Naliczyłem ponad 9 czołgów i masę innego sprzętu: transportery opancerzone, samochody, motocykle czy np. „organy Stalina”. Dynamika czasami siadała ale i tak robiło to ogromne wrażenie. Rewelacyjna impreza dla całych rodzin.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Wakacyjnie: fort Karola i Pstrążna.

Dziś nasza Marysia powiedziała „meemeee”, czym wyraźnie dała nam do zrozumienia, że chce zwiedzić jakiś obiekt militarny. Jako, że drugowojenne fortyfikacje czeskie już oglądała padło na zabytek pruskiej sztuki wojennej. Fort Karola leżący na szczycie góry Ptak powstał w 1790r. na ówczesnej granicy prusko-austriackiej i miał bronić przejścia z Radkowa do kotliny Nachodzkiej. Był obsadzony przez kilkuosobowy zespół, jego budowa ze względów politycznych nie została dokończona. Do dnia dzisiejszego pozostało niewiele: brama wejściowa, okno i dziedziniec a także taras widokowy z zaznaczonymi kierunkami świata. Skały znajdujące się dookoła noszą jeszcze ślady pruskich napisów i to w zasadzie wszystko co można obejrzeć. Nie mniej warto tam zajrzeć bo z tarasu rozciąga się piękny widok na Szczeliniec Wielki i Mały oraz Karłów.

Po wycieczce córeczka mlaskaniem dała znak, że chce zobaczyć owieczki i zaznać trochę kultury. Cóż było robić, padło na kulturę ludową i skansen w Pstrążnej. Obiekt ciekawy, w skład jego wchodzą młyn, zabudowania gospodarcze i budynki mieszkalne. Wszędzie można wejść, dotknąć i powąchać. No i co najwazniejsze dla naszej córki,- nakarmić owieczki. Owieczki nakarmione, Marysia uśmiechnięta, rodzice usatysfakcjonowani.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Wakacyjnie: Grupa Warowna Dobrosov.

Namówiłem moje panie, by odwiedzić widoczne na zboczach gór otaczających Nachod bunkry będące częścią „linii Masaryka” czyli umocnień budowanych w Sudetach przez Czechów przed II wojną światową. Cały system umocnień sudeckich posiada kilka tysięcy obiektów, część leżącą kilkanaście kilometrów na wschód, w górach Orlickich udało nam się odwiedzić kilka lat temu, teraz przyszedł czas na te leżące w okolicach Nachodu. W skład Grupy Warownej Dobrosov wchodziło kilkanaście obiektów: bunkry artyleryjskie, straży oraz obserwacyjne. Pierwszy z nich znajduje się najniżej, we wsi Beloves leżącej przy samym przejściu granicznym w Słonem. reszta leży wyżej na paśmie górskim rozciągającym się wzdłuż linii Beloves – Nachod. Najciekawszym do eksploracji jest ogromny bunkier artyleryjski leżący najwyżej, posiadający kilka kondygnacji pod ziemią, z resztą budowa podziemnych korytarzy nie została dokończona. Niestety nam nie udało się zwiedzić go w środku z kilku przyczyn: przede wszystkim zwiedzanie odbywa się tylko w grupach 15 osobowych a nam nie chciało się czekać na pozostałe 12 osób, poza tym temperatura wewnątrz wynosi ok 6-7 stopni a narażać naszego skarbu na takie temperatury nie chcieliśmy. Trudno, może następnym razem. Pozostałe obiekty będące elementami grupy warownej rozciągnięte są w promieniu 3 km. od bunkra artyleryjskiego. Niektóre z nich zostały wysadzone w powietrze, jednak te większe cały czas stoją. Jako, że prawie wszystkie umieszczone są na szczycie lub zboczu góry, wyglądają bardzo malowniczo i wycieczka po nich była fajnym pomysłem. Dla zainteresowanych: zielony szlak z Ceskiej Cermnej lub serpentynkami z nachodu do parkingu 200 metrów za wsią Dobrosov. W galerii także widok Nachodu z bunkrów, kilka zdjęć z samego miasteczka oraz majaczący w oddali Szczeliniec Wielki. No i nasze szczęście baraszkujące koło bunkra.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Wakacyjnie: Błędne Skały.

Świetny szlak. Jakieś 2,5 godziny z Kudowy, na początku asfalt a potem już klasyka: na początku piach, szyszki i gałęzie a potem kamienie i skały. A na górze bardzo fajny i robiący wrażenie labirynt skał, między którymi trzeba się przeciskać, momentami pochylając się aż do czołgania. Było momentami bardzo wąsko: trzeba było się przepychać bokiem, popychając najcenniejszy towar przed sobą. Było ciężko, była krew pot i łzy. No może bez krwi i łez. Najbardziej zmęczona była Marysia, która wyczuła moment i od razu po wyjściu z błędnych skał odpłynęła. Na szczęście znalazł się kawałek ławki by mała pospała a rodzice odpoczęli. Ogólnie było czasem ciężko ale ciekawie. A na koniec jakieś dwie godzinki innym zejściem do Kudowy.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized