Ciekawostka – schron p. lot przy Kamieńskiego.

Jako, że pogoda przez ostatnie dni jest wspaniała, staramy się to wykorzystywać i zabierać Marysię na spacery by pocieszyć się jeszcze tą aurą. I właśnie podczas takiego spaceru natknęliśmy się na obiekt, który codziennie mijałem w drodze do pracy a o istnieniu którego nie miałem pojęcia. Wystarczyło tylko, że służby odpowiedzialne za zieleń miejską skosiły wysokie trawy i chaszcze przy torach wąskotorówki przecinających ul. Kamieńskiego i naszym oczom ukazał się widok średniej wielkości schronu przeciwlotniczego, jakich we Wrocławiu co prawda jest sporo ale o tym konkretnym nie miałem pojęcia. Ciekawe jest także położenie obiektu. Zazwyczaj tego rodzaju schrony powstawały przy obiektach przemysłowych, kolejowych lub w pobliżu miejsc zamieszkania. Trza by było sprawdzić co mieściło się tu przed wojną ale żadne ślady nie wskazują by stały tu jakieś obiekty przemysłowe a tory wąskotorówki raczej na pewno położone były po wojnie – prowadzą do zlikwidowanych niedawno zakładów Mastercook. Chociaż… Gdzieś w literaturze natknąłem się na informację, że na terenie zakładów mieści się także podobny schron więc nic nigdy nie wiadomo…

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Czwarty dzień w domu.

Trudno przelać na papier (monitor znaczy się) wszystkie emocje ,jakie przeżywaliśmy przez te cztery dni w domu. Pierwsze kąpiele, pierwsze spacery (położna sama namawiała – temperatura we Wrocławiu przez ostatnie dwa dni osiągała 25 stopni) , pierwsze nieprzespane noce… Nie jest to jednak blog „parentingowy” ale jednym zdaniem napiszę: zadowolona, ciamkająca buźka dziecka warta jest wszelkich wyrzeczeń i chwil trudnych. Mama, pomimo zmęczenia jest przeszczęśliwa (dziś pierwszy raz kąpała) a tatuś poza powyższym jest dumny. A nic nie przebije widoku zadowolonego, spokojnego, najedzonego i beztrosko śpiącego dziecka.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Marysia jest z nami!!!!

Dzisiaj o 19.50 urodziła się nasza długo wyczekiwana miłość.
Więcej nie napiszę bo za wiele we mnie jeszcze emocji.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Miasto 44. Wpis nietypowy czyli jestem zawiedziony.

To będzie wpis nietypowy bo bez galerii, ot taki tematyczny skok w bok.
Wybraliśmy się dzisiaj we trójkę (: na film, którego premiery długo wyczekiwałem, tym bardziej, że „Sala samobójców” Komasy bardzo mi się podobała.
Miałem ogromne oczekiwania, za duże by ten obraz je uniósł… I nie uniósł.
By nie zepsuć przyjemności z oglądania, nie zdradzę fabuły ale odniosę się do wydarzeń, które każda osoba zainteresowana Powstaniem doskonale zna, a które pojawiły się w filmie.
Na początek: w recenzjach jakie przeczytałem w sieci, autorzy zarzucali reżyserowi bezsensowne wmontowanie muzyki, która nie pasuje do czasu, w którym rozgrywają się wydarzenia.
Pełna zgoda ale… Czort z tą Stańczyk, Niemenem czy Skrillexem, to mogło by się nawet sprawdzić. Gdyby… Główny zarzut: w tym filmie nie ma emocji! Zupełnie! Obraz jest rwany, chaotyczny. Z wydarzenia, które miało tyle barw, od totalnej radości przez rezygnację, złość do negacji nie zostało nic. Od początku ucieczka. I jeszcze jedno: poza obroną w końcówce filmu brak jest tu wywołujących emocje scen batalistycznych, które pokazały by jak wyglądały walki w mieście, ich dramatyczny realizm. A tu mamy głównie sceny w kamienicach, myślę, że bez problemu można by z tego filmu zrobić sztukę teatralną. Straszna szkoda, bo pierwszy raz w historii naszej kinematografii scenografowie się popisali: gruzy to gruzy nie karton, ubrania są brudne, poszarpane, efekty specjalne na wysokim poziomie. Tylko co z tego, jeśli cała para poszła w gwizdek i wszystkie te środki artystyczne nie służą niczemu? Sceny w szpitalu powinny jeżyć włosy na skórze a przechodzą bez żadnych emocji. Pomimo zdarzeń, które oglądamy, w filmie jest absolutny brak dramatyzmu, brak grozy sytuacji, poczucia beznadziejności na końcu, radości na początku. O wiele więcej emocji budziły sceny z Powstania w „Pianiście”. Komasa myślę bardziej by się sprawdził w produkcji kameralnej nie batalistycznej. Brak jest dramatyzmu walk – ot, chociażby dwie próby ataku na dworzec Gdański, czy Okęcie, gdzie zginęła większość powstańców,doskonale zarysowały by proporcje sił w tym zrywie. Mały plusik za sceny z berlingowcami, szkoda, że w filmie wszystko dzieje się tak szybko, że niewiele pozostaje w pamięci. Powstanie obfitowało w tyle dramatycznych epizodów, że nic tylko brać pełnymi garściami… Ale takie prawo twórcy, że przedstawia wydarzenia, które chce, jak chce. A moje prawo do krytyki dzieła.
To słaba gra komputerowa nie film. I to gra dla stosunkowo młodych graczy, pomimo dużej ilości scen śmierci. Nawet scena, która nie miała prawa nie wywołać emocji czyli eksplozja na Podwalu nie wyzwala ich…
Świetna scenografia, przeciętna gra aktorska, zero emocji.
A dodatkowo, biorąc pod uwagę szkoły (starsze klasy – film od lat 15), które ruszą do kin, chciałbym wiedzieć jaką wiedzę o Powstaniu uczniowie wyniosą? Czy nie zadadzą czasem pytania: po co to w ogóle było jak od pierwszego dnia przegrywali? Taki obraz tego wielkiego zrywu jest przedstawiony w filmie.
Brak pozytywów, tego w filmie nie ma (np. zdobycie”PAST”y, Pantery na Woli, Chwata, Gęsiówki itd…).
W tym filmie w Powstaniu nie wydarzyło się nic pozytywnego, poza pierwszą parominutową sceną.
Wiedziałem, że film nie spełni nadziei, jakie w nim pokładałem bo były one ogromne ale on jest po prostu słaby. Płytki i… niedojrzały?
Ogromny zawód, choć i tak uważam, że film wart obejrzenia dla scenografii.
I niestety tylko dla niej.
Ale może po prostu jestem już za stary a film jest przeznaczony dla młodego widza.
Tylko co on z tego wyniesie…
Więcej nie napiszę, bo zdradziłbym za dużo fabuły ale jestem po prostu zawiedziony.
Żeby troszkę zdjąć tych czarnych barw z tej pseudo recenzji napiszę co mi się podobało.
Jak już napisałem: scenografia, kostiumy i efekty specjalne na wysokim poziomie. Poza tym epizod z berlingowcami, rekonstrukcja tętniącej życiem Marszałkowskiej na początku, to samo z wyglądem Podwala. Fajnie, że reżyser nie użył aktorów z opatrzonymi twarzami tylko sięgnął po „świeżaczków”, szkoda tylko że oni i one wszyscy jak jeden mąż piękni i przystojni, jak z żurnala wycięci…
No i miały być pozytywy a znów żółć wylałem…
Kończę więc ten marny komentarz do filmu.
Obejrzeć? Mimo wszystko warto. Ale moim zdaniem nie ma tu porównania z „Kanałem”, „Kolumbami” czy choćby „Pianistą”. Ot taki wyprany z emocji, perfekcyjnie zrealizowany teledysk.
Dobry film to moim zdaniem taki, który wywołuje emocje i pozostaje w pamięci na długie lata.
A ja już nie pamiętam połowy, fakt, że stary jestem a pod kątem sklerozy się nie badałem…

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Mniejsi obywatele Wrocławia.

Jako, że pogoda zdarzyła się iście letnia, wybraliśmy się po raz kolejny do ZOO, by popatrzeć na postęp prac przy ąfrykarium, odwiedzić świeżo oddane Odrarium i po prostu sobie pospacerować beztrosko. Jak było do przewidzenia, nie byliśmy jedynymi, którzy wpadli na podobny pomysł i na miejscu okazało się, że zwierzyniec był tłumnie odwiedzany. Afrykarium (na razie z zewnątrz) robi wrażenie swoją bryłą a przede wszystkim wielkością. Na razie udostępniono zwiedzającym do podziwiania baseny z kotikami i pingwinami, reszta w trakcie kończenia robót. Odrarium jest fajnym pomysłem, rzadko w ZOO zobaczyć można nasze swojskie jesiotry, liny i sumy w naturalnym środowisku. A w mini galerii zbliżenia na niektórych mieszkańców ogrodu.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Jedno zdjęcie.

Dzisiaj tylko jedna fotka, na dodatek nie mojego autorstwa. Autora warto zareklamować bo ma oko. A na zdjęciu? Wielka sprawa. Dosłownie i w przenośni.DSC_1775

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Piknik lotniczy w Szymanowie.

W sobotę odbyła się na lotnisku Aeroklubu Wrocławskiego impreza, którą siedzący we mnie chłopiec nie potrafił pogardzić. Piknik mający lokalny charakter, pomimo niewielkiej liczby atrakcji warto było odwiedzić. Co ciekawego można było obejrzeć? Poza lotami widokowymi „antkiem” pokaz ewolucji szybowcowych, przelot dwóch „efek” z Krzesin a gwoździem programu był pokaz ewolucji grupy „Orliki”. Oczywiście: człowiek pamiętający najlepsze lata Góraszki zawsze ma w głowie wariactwa jakie wyczyniał mistrz Peter Besenyi, ale pikniku w Góraszce już nie ma i trzeba się cieszyć z tego co jest. Najważniejsze, że mojej żonie bardzo się podobało.

1 komentarz

Filed under Uncategorized