Stolica wyległa na ulice. Ludzie tłumnie spacerują by ogrzać twarze w promieniach słońca po tej ponad półrocznej zimie. A na Krakowskim Przedmieściu jak to w weekend sporo się dzieje: Turcja reklamuje swoje atrakcje turystyczne, Strachy na Lachy rozgrzewają się przed wieczornym koncertem solidarności z Białorusią, rowerzyści przebijają się przez te nieprzebrane tłumy a autor tego wpisu robi pierwsze wiosenne zdjęcia.
Trochę wrocławskiej hydrotechniki.
Dzisiaj troszkę poniemieckiej techniki. Wrocław mostami i śluzami stoi, należy więc się obiektom hydrotechnicznym własny wpis. Większość to budynki poniemieckie, zachowane w gorszym lub lepszym stanie. Obiekty bardzo wdzięczne dla obiektywu, dodatkowo parę fotek z wyspy opatowickiej. To o tyle ciekawe miejsce, że po pierwsze: to wyspa, po drugie: prowadzi na nią tylko jeden mostek, dodatkowo teoretycznie wyłączony z ruchu, i po trzecie: obiekty, które się na niej znajdują są bardzo interesujące. W przepastnych zasobach sieci wykopałem informacje, że w latach 30 było to miejsce wypoczynku wrocławian. Była tam scena pod dachem, miejsce do potańcówek, a chętnych na szaleństwa na łonie natury dowoził tam statek. Teraz to miejsce dzikie, zarośnięte, opanowane przez amatorów tanich win i piw w plastikowych butelkach. Ale wiata stoi co nie dziwi, ponieważ wykonana jest z żelbetonu. Takie wtedy panowały trendy w niemieckiej architekturze. Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia, a dla ciekawych coś do poczytania:
http://www.wroclaw.pl/budowle_hydrotechniczne_wroclawskiego_wezla_wodnego.dhtml
Filed under Uncategorized
Świąteczna iluminacja czyli Niemcy!
Z początkiem grudnia rozświetliła nam się Warszawa feerią barw, wprowadzając nas w świąteczny (czytaj: zakupowy) nastrój już cały miesiąc przed świętami. A wraz ze świątecznym nastrojem zawitało na plac Defilad to co całe lata temu już tam było czyli wesołe miasteczko! Ha! Pamiętam jak dziś Cricoland ze swoimi atrakcjami: obrotowym młotem, kinem trójwymiarowym, beczką strachu i wiecznie cuchnącą alkoholem obsługą. Takie to były czasy, że w samym centrum stolicy sporego europejskiego państwa można było postawić błyskającą światłami i skrzypiącą niedosmarowanymi elementami, służącą zabawie żelazną maszynerię. No i prawie dwadzieścia lat później stojąc na Marszałkowskiej przecierałem oczy ze zdumienia: cyrk! Cyrk przyjechał! Ale na szczęście okazało się, że to tylko wersja 2.0 kiermaszu świątecznego. Czyli: karuzele, wino grzane, strzelnica, wyroby z bursztynu i węgierskie specjały. Czyli typowo świątecznie… Nie to, żebym krytykował, zawsze można udać się na zimowy spacer i ze szklanicą grzanego wina w jednej ręce i pętem paprykowego salami w drugiej wsiąść na diabelski młyn i przypomnieć sobie jak to się człowiek bawił 30 lat temu (oczywiście w wizji tej nie było wina – z powodu wieku oraz salami – z powodu braku). Taki to już urok świąt, że coraz mniej w nich świąt a coraz więcej komercji ale takie mamy czasy i nie ma co się na nie obrażać. A co do kiermaszu,- jest specyficzny. Z jednego powodu: cały ten błyskający i skrzypiący lunapark wraz z obsługą przyjechał z Niemiec i o ile niemieckojęzyczna obsługa stoisk nie dziwi (dogadują się po angielsku i rozumieją troszkę naszą mowę), to już świąteczne piosenki w tym języku które słychać z głośników troszkę dziwią… Ale w sumie to subiektywne odczucie. Może tylko mnie? Tak czy inaczej wszystko to jest wdzięcznym obiektem do fotografowania co oczywiście uczyniłem i czym się dzielę. A dodatkowo świąteczne iluminacje z traktu królewskiego i starówki.
Filed under Uncategorized
Wieczorne Powązki.
Cmentarze wieczorem w dniu święta zmarłych i dzień później to miejsca magiczne. W końcu bez tłumów, zgiełku, można spokojnie pospacerować, pomyśleć, zapalić świeczki tym co już po drugiej stronie i oczywiście porobić zdjęcia. Niestety statyw został we Wrocławiu więc zdjęcia jakie są, mam nadzieję, że choć trochę oddają klimat nekropolii po zmroku.
Filed under Uncategorized
Zima w październiku.
No i stało się. Tak skrupulatnie zbierane i niewykorzystane w zeszłym sezonie zwały soli przemysłowej zamiast do produkcji wspaniałych kiełbas i inszych mięsnych delicji będą musiały zostać przeznaczone do rysowania nieregularnych wzorków na pięknie wypucowanych damskich kozaczkach i już mniej pięknie wyczyszczonych męskich buciorach. Jednym słowem: zima. Czyli dwa tygodnie piękna a potem to już tęsknota za wiosną. Zawsze jednak pierwszy śnieg jest magiczny: czysty i biały. Dopiero potem zamienia się w szaroburą breję.
Fotografia zaś to taka magia, która potrafi zamrozić tą biel i nie pozwolić jej się rozpuścić i spłynąć. Więc zamrażam.
A jako ilustrację muzyczną polecam puścić sobie w tle rewelacyjny, klimatyczny kawałek z najnowszej płyty Lao Che:
http://www.youtube.com/watch?v=TgE3xjg_u6o
Filed under Uncategorized
Dzień szczególny.
Dzień niejednoznaczny. Niby smutny ale jednocześnie pełen zadumy. Nad sensem tego wszystkiego co robimy na co dzień, nad celem, nad kresem. Jednocześnie dzień przywołujący (jak dla mnie) także uśmiech na twarzy, przywołujący miłe wspomnienia związane z osobami których już nie ma. W załączeniu galeria z jesiennych Powązek okraszona kilkoma fotkami z Łazienek. I jeszcze smaczek: dwa zdjęcia w galerii łączy coś szczególnego. Nie napiszę co ale spostrzegawczy wypatrzy…
Filed under Uncategorized
Znikający port.
Dziś krótka notka na temat tego co jeszcze jest ale już znika czyli portu czerniakowskiego. W tej chwili prowadzone są tam prace budowlane a ja sobie myślę, że warto zachować to miejsce w pamięci w postaci takiej w jakiej mogliśmy oglądać je przez dziesięciolecia. Parę fajnych wspomnień z tego miejsca mam, są one związane przede wszystkim z działalnością fundacji “Ja Wisła”. Nie wiem czy czasem nie zamieszczałem już wcześniej tych fotek ale to chyba żaden problem.
Filed under Uncategorized






















































































































