Mniejsi obywatele Wrocławia.

Jako, że pogoda zdarzyła się iście letnia, wybraliśmy się po raz kolejny do ZOO, by popatrzeć na postęp prac przy ąfrykarium, odwiedzić świeżo oddane Odrarium i po prostu sobie pospacerować beztrosko. Jak było do przewidzenia, nie byliśmy jedynymi, którzy wpadli na podobny pomysł i na miejscu okazało się, że zwierzyniec był tłumnie odwiedzany. Afrykarium (na razie z zewnątrz) robi wrażenie swoją bryłą a przede wszystkim wielkością. Na razie udostępniono zwiedzającym do podziwiania baseny z kotikami i pingwinami, reszta w trakcie kończenia robót. Odrarium jest fajnym pomysłem, rzadko w ZOO zobaczyć można nasze swojskie jesiotry, liny i sumy w naturalnym środowisku. A w mini galerii zbliżenia na niektórych mieszkańców ogrodu.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Jedno zdjęcie.

Dzisiaj tylko jedna fotka, na dodatek nie mojego autorstwa. Autora warto zareklamować bo ma oko. A na zdjęciu? Wielka sprawa. Dosłownie i w przenośni.DSC_1775

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Piknik lotniczy w Szymanowie.

W sobotę odbyła się na lotnisku Aeroklubu Wrocławskiego impreza, którą siedzący we mnie chłopiec nie potrafił pogardzić. Piknik mający lokalny charakter, pomimo niewielkiej liczby atrakcji warto było odwiedzić. Co ciekawego można było obejrzeć? Poza lotami widokowymi „antkiem” pokaz ewolucji szybowcowych, przelot dwóch „efek” z Krzesin a gwoździem programu był pokaz ewolucji grupy „Orliki”. Oczywiście: człowiek pamiętający najlepsze lata Góraszki zawsze ma w głowie wariactwa jakie wyczyniał mistrz Peter Besenyi, ale pikniku w Góraszce już nie ma i trzeba się cieszyć z tego co jest. Najważniejsze, że mojej żonie bardzo się podobało.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Śladami Breslau, część kolejna

Dzisiaj króciutka galeria z tej części miasta, która została w prawie 80 procentach zmieciona przez wojenną zawieruchę. Tutaj w okresie styczeń – maj 1945 roku toczyły się największe walki i widać to po zabudowie. Podczas gdy w północnych dzielnicach spotkać możemy całe kwartały przedwojennych kamienic, poprzetykane pojedynczymi powojennymi plombami, tutaj funkcję pojedynczych plomb pełnią będące w lepszym lub gorszym stanie piękne przedwojenne budynki. Charakterystycznymi widokami we Wrocławiu, są wyłażące spod tynku reklamy sklepów, piekarni i wszelkich usług. Tego we Wrocławiu jest pełno, trzeba tylko umiejętnie patrzeć. Warto to fotografować bo nie wiadomo jak długo będą widoczne. Jako, że ostatnio wyszukuję te napisy to myślę, że zagoszczą one na stałe na blogu.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Jakby wczoraj…

Zastanawiałem się jak zatytułować ten wpis. Nic mi tu nie pasowało i zdecydowałem właśnie tak jak powyżej.<br Ale do rzeczy.
Polska, lata 80 ubiegłego wieku.
Ekspres "Neptun" 6.30 z Warszawy Centralnej do Gdańska. W Gdańsku wjazd na dworzec główny o godzinie dziesiątej (naprawdę tak było, to nie sci-fi!). Potem przesiadka do brudnego, zatłoczonego autosana i godzinka do Kątów Rybackich.
Albo inaczej: zakładowy Robur, w Roburze szczęśliwi wczasowicze wyjeżdżający nad morze z Funduszu Wczasów Pracowniczych, busik rano przyjeżdża do wspaniałego ośrodka wczasowego… A tam już tylko radość: każdy ma własny domek, w nim prąd, zlew, oddzielne sypialnie…
Kiedyś standardy były inne, oczekiwania na miarę czasów. Człowiek był szczęśliwy, że po roku ciężkiej (lub nie) pracy, mógł wybyczyć się na plaży, beztrosko wypoczywać bez tych codziennych, szarych, czasem przytłaczających spraw.
Tak pewnie myślała moja mama. Jak mi się kojarzą te czasy? Już wcześniej w innym poście o tym pisałem ale postaram się wymienić hasła kojarzące się z wczasami nad morzem w latach 80-tych ubiegłego wieku z perspektywy dzieciaka.
Przede wszystkim to zapachy. Zapachy kojarzące się z dzieciństwem i beztroskimi chwilami nad morzem: zapach spalonych gofrów, smaru z kutrów w porcie, zapach kawy w kawiarniach, starego tłuszczu w smażalniach…

No i dźwięki. Przede wszystkim niesamowite szafy grające, które po wrzuceniu monety magicznym ramieniem wyciągały płytę z utworem, którego chcieliśmy posłuchać… A czego się wtedy na wakacjach słuchało? Tutaj duużo sentymentów: Boney M, Demis Russos, czy z naszego podwórka: Kombi czy Lady Pank.

Ale przede wszystkim szum morza i specyficzny jego zapach.

To zostaje w człowieku. Na długo.

A więc zdecydowaliśmy się na przypomnienie sobie tych klimatów. Co prawda nie nad morzem ale ośrodek jakby żywcem przeniesiony z Kątów Rybackich, Krynicy Morskiej, Ustki czy Władysławowa. W 1980 roku wyrwany z nad Bałtyku i postawiony w 2014 roku w Obornikach Śląskich. Można dotknąć, wszystko działa. Tak samo śmierdzi zbutwiałym drewnem i wilgocią, tak samo nie domykają się okna a do żarówki na ganku poprzyklejane muchy i komary. Toaleta w odrębnym budynku, w celu kąpieli należy przejść 100 metrów z ręcznikiem i kosmetyczką.
Co więcej: kiełbasa z ogniska smakuje tak samo jak 30 lat temu, poranna kawa przed domkiem tak samo.
Czy polecam? Zdecydowanie nie.
Albo inaczej: tym którzy jak ja spędzali swoje szczenięce wakacje w podobnych miejscach polecam jak najbardziej. Odpocznijcie od Chorwacji, Egiptu, Hiszpanii i na chwilę przenieście się w czasie. Choćby na jedna noc.
Fajno jest, gwarantuję.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Śladami Festung Breslau. Nadodrze.

Jak już wielokrotnie pisałem Wrocław spływa historią. Historia wypływa ze ścian, bruku, elementów elewacji, emaliowanych tabliczek a czasami dosłownie wypływa z ponad stuletnich rur gdzie jeszcze w wielu miejscach płynie wrocławska woda. Dzisiaj czas na moje ulubione wrocławskie rejony czyli Nadodrze. Tytułem wstępu: ta część miasta najmniej ucierpiała podczas oblężenia. Niemcy umocnili północne i wschodnie rejony miasta, tymczasem sowieci po zamknięciu okrążenia zaatakowali z południa a potem od zachodu. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że miasto w prawie 80 procentach zostało zniszczone ale największe straty to południowo-zachodnie dzielnice. Nadodrze, leżące na południe od przecinającej miasto głównej linii kolejowej poniosło stosunkowo niewielkie straty. Tu walk nie było, były natomiast długotrwałe bombardowania artyleryjskie oraz lotnicze. I przez to właśnie ślady przedwojennego Breslau są tu takie okazałe. Co chwila natknąć się można na białe strzałki, jakimi oznaczano wejścia do schronów mieszczących się w piwnicach kamienic. Na budynkach do tej pory znajdują się emaliowane tabliczki z numeracją kamienic, jak widać z resztą na jednym ze zdjęć z galerii, czasami będące w lepszym stanie od oznakowań o dziesięciolecia późniejszych… Wiadukt kolejowy pod którym codziennie przejeżdżają tysiące pojazdów oparty jest na nieremontowanych stalowych podporach mających prawie sto lat, a górą cały czas jeżdżą pociągi… Co tu dużo pisać, to miasto to dla mnie symbol dramatycznej historii XX wieku, w tym przypadku historii innego, wtedy wrogiego nam państwa. A Nadodrze? Tu chyba najbardziej czuć ducha Breslau…
Myślę sobie, że gdybym oprowadzał wycieczki po Wrocławiu to zaczynałbym właśnie tutaj, później kierując swe kroki na dworzec Świebodzki, Brochów, ul. Kurkową, Lelewela czy Mierniczą a na sam koniec zostawił wyremontowane kamieniczki na rynku.
I jeszcze jedna myśl: bardzo bym chciał, by te wszystkie miejsca na zdjęciach zostały odrestaurowane. Ale odrestaurowane z głową. Czerwona cegła wypiaskowana, dekoracje na elewacji wykonane wg. zdjęć z epoki, najmniejsze detale na emaliowanych tabliczkach domalowane… Zdaję sobie sprawę, że jest to nierealne, Wrocław ma jedne z największych długów z polskich miast, chwała włodarzom za to co do tej pory udało się zrobić (program stu kamienic itd.), ale z drugiej strony widzę niechęć i brak zainteresowania do pokazania chociażby dramatycznej historii obrony miasta – mówię tu chociażby o schronie pod pl. Solnym, który został udostępniony do zwiedzania tylko jeden, jedyny raz… A zainteresowanie było ogromne, kolejka wielokrotnie zakręcała, na możliwość zwiedzania podziemnego schronu pełniącego funkcję szpitala czekało się kilka godzin. Jakaś nadzieja jest: dosyć prężnie działają stowarzyszenia zajmujące się sprzątaniem i restaurowaniem (przy nader skromnych środkach) fortyfikacji znajdujących się w mieście.
Tak czy inaczej: Nadodrze jest magiczne i jeszcze nie raz wrócę tu z aparatem. Jeśli czas pozwoli…

I jeszcze komentarz do ostatniej fotki. Znajduje się na niej naziemny schron obrony przeciwlotniczej, jeden z czterech tego typu, które znajdowały się we Wrocławiu. Do dzisiaj przetrwały trzy. A fotka wymaga komentarza dlatego, że mimo to, że budynek uznawany jest przez znawców tematu za schron przeciwlotniczy to nie przez wszystkich… Przeciwnicy takiego przeznaczenia schronu mają wydaje się poważne argumenty a raczej pytania wymagające odpowiedzi, z którymi autor gotów jest się zgodzić.
A mianowicie: jaki sens budować schron naziemny o dosyć cienkich stropach, jeśli wszędzie na świecie robi się schrony podziemne? Czemu budynek mający służyć za schron tak bardzo przypomina flakturm (choć nie ma na nim miejsca na instalację dział przeciwlotniczych)? Czemu nie jest zaprojektowany w sposób by chronić jak największą ilość ludności? Podobnych pytań jest sporo i choć autor posiada za małą wiedzę o rzeczy i nie decyduje się odpowiedzieć na pytanie do czego ta budowla mogła służyć, to uważa, że rzecz nie jest taka oczywista…
A dla łowców skarbów i wielbicieli teorii spiskowych i innych niesamowitości link do próby rozwiązania zagadki wrocławskich schronów naziemnych:

http://historia.focus.pl/wojny/woloszanski-skazone-zapomnieniem-1225

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Powstanie Warszawskie we Wrocławiu.

Dla mieszkańca Wrocławia, warszawiaka z dziada pradziada, który przeżył w stolicy prawie 40 lat swojego życia, rekonstrukcja walk powstańczych urządzona na rynku we Wrocławiu wydaje się na pozór czymś dziwnym. Przecież w sierpniu 1944 roku Breslau było miastem niemieckim, nie znającym okrucieństwa wojny, poza jednym jedynym bombardowaniem, które miało miejsce w 1941 roku. Na ulicach Breslau toczyło się spokojne, letnie życie, sielanka tylko czasami przerywana była przez przejeżdżające z frontu pociągi z rannymi. Pierwsze plotki o zbliżającym się froncie i możliwej ewakuacji pojawiły się dopiero pod koniec roku a od grudnia dały już się słyszeć pomruki radzieckiej artylerii. Trudno tu posilić się o porównania ale tak jak katem Warszawy można nazwać Hitlera, Dirlewangera, Kamińskiego, Reinefartha tak katem Wrocławia można nazwać gaulaitera dolnego śląska Karla Hainke, który z całą mocą i okrucieństwem wykonał rozkaz Hitlera o zamianie miasta w twierdzę i obronę tej twierdzy do ostatniego żołnierza. Jeszcze raz podkreślam – trudno tu o porównania, należy jednak zauważyć, że decyzje nazistowskiej wierchuszki spowodowały exodus ludności oraz dziesiątki tysięcy ofiar cywilnych, wojskowych oraz przeogromne zniszczenia obu miast.

Wracając jednak do samej rekonstrukcji: przedstawiono tutaj zdobycie przez powstańców kamienicy przy ul. Podwale 3, niemiecki atak na barykadę, zdobycie przez powstańców niemieckiego transportera amunicji Bogward oraz jeden z symbolicznych momentów powstania: eksplozję tego właśnie transportera. co spowodowało śmierć około 300 osób. Do dnia dzisiejszego opinie na temat tego wydarzenia są różne: część badaczy twierdzi, że był to niemiecki podstęp a część, że po prostu pełny amunicji transporter dostał się w ręce nieumiejętnie obchodzących się z nim ludzi. Nie mi decydować jak było naprawdę, był to tak czy inaczej jeden z bardziej dramatycznych epizodów Powstania Warszawskiego. Sama rekonstrukcja była bardzo ciekawa, wzięło w niej udział ponad 200 rekonstruktorów oraz kilka ciekawych pojazdów historycznych: sdkfz 251, Marder II, Kattenkrad, działko pak-36.  Dla zainteresowanych co ciekawsze zdjęcia w galerii.

1 komentarz

Filed under Uncategorized